Jednostka 731 - Uwaga! Drastyczne opisy i zdjęcia!

By | 09:44:00 3 comments
Uwaga! Drastyczne opisy i zdjęcia!


Misją od Boga każdego medyka jest blokowanie choroby i jej eliminacja, lecz zadanie, nad którym będziemy tu pracować jest całkowitą odwrotnością tej reguły” (Dr Shirō Ishii)


Nauka w służbie ludzkości. Humanitaryzm. Człowieczeństwo. Nie zawsze i nie wszystkim przyświecały te wspaniałe wartości. W historii świata zdarzało się już wielokrotnie, że słowo „ludzkość” zastępowano zgoła mniej liczebną populacją i dorobek wybitnych uczonych uświetniał zapędy imperialistyczne władców tego świata, stając się śmiertelnie niebezpieczną bronią wymierzoną w jego wrogów.
III Konwencji Genewskiej istnieje zapis o traktowaniu jeńców wojennych, o ich humanitarnym traktowaniu, ochronie międzynarodowej, zapewnieniu żywności, odzieży, powstrzymywaniu się od użycia broni. Japonia – nie podpisując postanowień traktatu – „obiecała” na początku 1942 roku międzynarodowemu forum, że postanowień będzie przestrzegać. Poniższe fakty są zaledwie „kroplą w morzu” dowodów na to, że Kraj Kwitnącej Wiśni przez wiele lat śmiał się w oczy państwom stojącym na czele „humanitarnej unii”.
Sprawa Jednostki 731 należy do najbardziej wstrząsających i przerażających przykładów zbrodni wojennych przeciwko ludzkości. I może warto właśnie dlatego zwrócić na nią uwagę. Zwłaszcza że to, czego uczymy się w szkołach na lekcjach historii, dostajemy w ostro ocenzurowanej formie. Jeśli przerażały Was fakty o Holokauście, relacje ofiar zawarte w„Medalionach” Nałkowskiej czy też ponury obraz obozu w Auschwitz, ludobójstwo w wydaniu azjatyckim powinno zszokować Was jeszcze bardziej.


Mandżuria


Mandżuria to kraina leżąca na północnym wschodzie Chin. O jej ogromnym znaczeniu historycznym decyduje m.in. fakt, iż o tereny te na początku XX wieku rywalizowały dwa potężne państwa – Rosja i Japonia. Dlaczego? Ponieważ są one bogate w węgiel kamienny, rudy żelaza, aluminium i ropę naftową. Poza tym Mandżuria rozciąga się na samej granicy Euroazji, a więc ma bardzo atrakcyjne położenie geograficzne. To także jeden z najbardziej uprzemysłowionych regionów świata. Powojnie rosyjsko – japońskiej (1904-1905) Rosja zrzekła się wpływów w Mandżurii i tereny te zostały poddane wpływom japońskim. A jak już wiecie z lekcji historii, w czasie II wojny światowej Japonia przystąpiła do Państw Osi (1940), a więc wraz z nazistowskimi Niemcami i Włochami walczyła na frontach przeciw państwom alianckim.

Mandżukuo – okupacja Mandżurii

18 września 1931 roku miał miejsce tzw. incydent mukdeński – japońska prowokacja w postaci wysadzenia w powietrze części japońskiej Kolei Południowomandżurskiej, która miała na celu ostateczne wcielenie Mandżurii do japońskich kolonii. I chociaż Japonia została za ten fakt ostro skrytykowana na forum międzynarodowym, Mandżuria stała się jej własnością, a  Japonia sprzeciwiając się ogólnej krytyce, wystąpiła z Ligi Narodów. W roku 1932 powstało tutaj marionetkowe państwo o nazwie Mandżukuo, będące całkowicie poddane japońskiej okupacji.
W Mandżukuo żyło się pod dyktando japońskiego rządu. Porządku pilnowała japońska żandarmeria wojskowa (Kempeitai), mandżurska policja miejska, japońska policja konsularna, mandżurska policja kryminalna, policja kolejowa i Państwowa Służba Wywiadowcza. Za wszelkie przewinienia wobec japońskiej władzy srodze karano. Jednak oprócz tradycyjnych więzień istniały tajne jednostki, o których świat miał dowiedzieć się dopiero po wojnie. Przeciwników rządu dzielono bowiem na grupy według stopnia przewinienia. Oczywiście najbardziej karani mieli być partyzanci i wszyscy ci, którzy nie chcieli podporządkować się japońskiemu reżimowi. Zasilali oni szeregi tzw. „dostaw specjalnych” i wiezieni w nieznanym kierunku więziennymi pociągami bez okien, już nigdy nie powracali do swoich domów i rodzin. Co się z nimi działo?

Tajna jednostka ds. „uzdatniania wody”

Po wspomnianym incydencie mukdeńskim Japończycy wpadli na pomysł, aby na terenie Mandżurii założyć jednostkę mającą na celu uzdatnianie wody. Oczywiście jednostka ta w rzeczywistości miała otrzymać zupełnie inny zestaw zadań, a jej prospołeczny charakter miał być jedynie przykrywką dla prawdziwych ściśle tajnych działań. I tak oto pod zwierzchnictwem cesarskiej armii japońskiej powstała słynna dziś Jednostka 731 (jap. 第731部隊), choć oficjalnie nosiła nazwę Naczelnego Biura Zapobiegania Epidemiom i Departamentu Oczyszczania Wody Armii Kwantuńskiej. Jednostka ta (a konkretnie jej siły zbrojne) znana była też pod kryptonimem „Togo”. Nazwa ta miała służyć ukryciu jej prawdziwego zbrodniczego charakteru.
Obóz Jednostki 731 znajdował się w pobliżu miasta Harbin. Na początku głównym zarządcą obozu był dr Masaji Kitano (1942-1944), a później dr Shirō Ishii. Czym więc zajmowano się za murami tego obiektu, że świat usłyszał o utajnionych wynikach badań dopiero po wojnie? I dlaczego w przedsięwzięciu brali udział naukowcy oraz japońska Kempeitai?

Wydział Dostarczania Materiału Ludzkiego


Baza znajdowała się pod całkowitym zwierzchnictwem japońskiej armii. Jednostki wojskowe uformowały tzw.Wydział Dostarczania Materiału Ludzkiego. Osoby wchodzące w skład Wydziału odpowiedzialne były za dostarczanie osób do badań eksperymentalnych przeprowadzanych na terenie jednostki. Potocznie mówiło się o potencjalnym jeńcu „maruta” (jap. 丸太), co w języku polskim oznacza tyle co„kłoda”. Najczęściej do obozu trafiali Chińczycy, Mandżurowie (ludność rdzenna Mandżurii), Koreańczycy, Rosjanie, a także inni Europejczycy i Amerykanie. Do jednostki przywożono ich Koleją Chińsko-Mandżurską w pozbawionych okien wagonach więziennych. Po dotarciu na miejsce zamykano ich w twierdzy więziennej – najpierw w Zhongma, a następnie w Pingfang.

Laboratorium diabła


                                                                   Dr Shiro ishii


Dr Shirō Ishii, jeden z dowódców jednostki, po odbyciu studiów medycznych i praktyki w Wojskowej Szkole Medycznej, podczas swoich dalekich podróży po świecie, szczególnie zainteresował się efektami działania broni biologicznej i chemicznej. W 1932 roku rozpoczął on swoje pierwsze eksperymenty w tym kierunku. Od rządu japońskiego miał otrzymać zielone światło dla wszelkich swoich badań plus środki na sfinansowanie przedsięwzięcia. W czasie kierowania jednostką wyniki swoich badań testował na jeńcach obozu. Testowano zarówno wpływ broni biologicznej, chemicznej, jak i wykonywano wiele eksperymentów paramedycznych. Dlatego też ogromna baza Jednostki została podzielona na osiem wydziałów, zgodnie z przeznaczeniem i specyfikacją:
  • Wydział nr 1 – Badania nad dżumą, cholerą, wąglikiem, tyfusem, gruźlicą;
  • Wydział nr 2 – Badania nad polowym wykorzystaniem broni biologicznej;
  • Wydział nr 3 – Produkcja pocisków o wsadzie biologicznym;
  • Wydział nr 4 – Produkcja pozostałych środków bojowych;
  • Wydział nr 5 – Szkolenie personelu;
  • Wydział nr 6, nr 7, nr 8 – Wyposażenie, sprawy medyczne, administracja.
Materiał badawczy, którym byli żywi ludzie, traktowany był nadzwyczaj bestialsko. Zdolni wykształceni medycy mieli przede wszystkim na celu to, aby w trakcie eksperymentów i testów zapełnić swe raporty i dzienniczki pożytecznymi danymi. Udręczone, chore, niekompletne lub martwe ciała ofiar były usuwane jak odpady operacyjne, kremowane i wyrzucane do rzeki Sungari, a na ich miejsce wprowadzano kolejnych nieszczęśników. Ishii traktował jeńców jak swoje własne króliki doświadczalne i nie widział w nich ludzi, a jedynie świetną okazję do rozwoju swojej kariery naukowej.

Eksperymenty (wydział nr 1)








Do najczęściej przeprowadzanych eksperymentów paramedycznych należała bez wątpienia wiwisekcja, polegająca na zabiegach operacyjnych na żywym organizmie bez znieczulenia. Dziś potocznie nazwalibyśmy to „krojeniem na żywca”. Nie było tu mowy o żadnych środkach znieczulających, ponieważ badano, jak zachowa się żywy organizm, nie otumaniony żadnymi farmakologicznymi specyfikami. I tak np. wycinano więźniom organy wewnętrzne (np. żołądek), przyszywano przełyk wprost do jelit, dokonywano trepanacji czaszki i operacji wycięcia części mózgu. Niektórym więźniom odcinano ręce i nogi oraz przyszywano je z drugiej strony i obserwowano, czy się zrosną. Szokującym elementem edukacji seksualnej młodych żołnierzy było rozcinanie kobiet na pół, aby mogli poznać dokładnie ich anatomię. Oczywiście ofiary były świadome tego, co się z nimi dzieje, umierały krótko później lub dopiero po wyjęciu serca.

Ofiarom zamrażano też różne części ciała, wyprowadzając niekompletnie ubranych jeńców na mróz i każąc im włożyć ręce do wody. Po wyjęciu mokrych rąk więzień zmuszony był stać na trzaskającym mrozie, obok wentylatorów, które przyspieszały proces zamarzania. Później wprowadzano go do pomieszczenia i kazano włożyć ręce do wody o temperaturze kilku stopni Celsjusza. Tak doprowadzano do rozmrożenia. Czasami po prostu „ściągano” skórę z rąk na oczach przerażonego jeńca (będąc całkowicie przytomny widział swoje kości obu rąk) albo – po zamrożeniu ciekłym azotem – bito w nie pałkami, a te odpadały po pewnym czasie jak sople lodu. Japońscy naukowcy chcieli wynaleźć specyfik leczący odmrożenia u żołnierzy walczących na froncie. Ofiary tych „zabaw” najczęściej nie przeżywały tygodnia, walcząc z gangreną. Świadek zeznający na procesie przyznał się, że wielokrotnie widział więźniów po takich eksperymentach, ich ręce były zupełnie czarne lub na wpół pozbawione skóry i mięśni.
Inne eksperymenty polegały na wstrzykiwaniu końskiej uryny do ludzkich nerek, krwi lub wprowadzaniu powietrza do żył. Nieszczęśników poddawano też długim naświetlaniom promieniami rentgenowskimi. Kolejnym eksperymentem było sztuczne wywoływanie chorób u zdrowych ludzi. Ofiarę zakażano laseczką wąglikaszczepami przecinkowca cholery lub też wywoływano sztucznie udary i zawały serca. Czasami wstrzykiwano więźniom śmiertelne dawki heroiny lub wypróbowywano działanie trujących roślin. Tak o zarażaniu zdrowych jeńców wypowiadał się po wojnie jeden z pracowników jednostki:
„… mniej więcej z początkiem 1943 roku po raz pierwszy, na rozkaz dowódcy (…), wziąłem udział w doświadczeniach przy zarażaniu tyfusem grupy ludzi trzymanych w więzieniu 731 jednostki. Przygotowałem jeden litr syropu, który zakaziłem bakteriami tyfusu. Ten litr rozcieńczyłem następnie wodą, którą rozdano mniej więcej 50 uwięzionym Chińczykom, o ile pamiętam jeńcom wojennym, przy czym tylko niektórych poddano przedtem szczepieniom przeciwtyfusowym”.
Do Jednostki 731 trafiały też kobiety i dzieci. Kobiety były w jednostce zapładniane, a następnie dokonywano na nich aborcji. Bardzo często zarażano je też różnymi chorobami wenerycznymi, takimi jak kiła.

Eksperymenty polowe (wydział nr 2)

Wydział Eksperymentalny nr 2 służył próbom w warunkach polowych. Testowano tutaj zarówno broń biologiczną, jak i chemiczną. Jeden z pracowników jednostki tak wspomina eksperymenty w warunkach polowych:
„… Ja osobiście dwukrotnie byłem obecny na poligonie Anda przy przeprowadzaniu prób działania bakterii na żywych ludziach w warunkach polowych. Pierwszy raz byłem na poligonie z końcem 1943 roku: w tym wypadku na poligon dostarczono 10 ludzi, których przywiązywano do zawczasu wkopanych w ziemię pali, w odległości 5m jeden od drugiego, a o pięćdziesiąt metrów od nich spowodowano za pomocą włączenia elektrycznego prądu wybuch kruszącej bomby. Wskutek tego część przeznaczonych na doświadczenie ludzi została zraniona odłamkami bomby i jak się później dowiedziałem zarażona zarazą syberyjską, ponieważ bomba była naładowana tymi bakteriami (…) Drugi raz byłem obecny na poligonie wiosną 1944 roku; dostarczono wówczas 10 ludzi, których, tak jak w pierwszym wypadku, przywiązano do pali. Następnie spowodowano rozerwanie się balonu napełnionego bakteriami dżumy, mniej więcej o 10 m od przeznaczonych do doświadczenia ludzi (…)”.

 Podobnie związani jeńcy zakażani bylizgorzelą gazową. Ranieni odłamkami wybuchających bomb, umierali w ciągu następnych kilku dni w wielkich męczarniach.
Wydział Eksperymentalny miał pod sobą specjalną jednostkę lotniczą oraz laboratorium hodowli i rozmnażania bakterii dżumy. To tutaj powstawały pomysły na to, jak roznieść w eterze dany szczep zarazka. Produkowano specjalnie przeznaczone do tego celu rozpylacze w postaci porcelanowych bomb lotniczych, lasek, a nawet piór wiecznych.
Więźniów truto cyjankiem i fosgenem. Próby z użyciem trujących i toksycznych gazów kończyły się zazwyczaj śmiercią ofiar, a w najlepszym wypadku poważnymi uszkodzeniami skóry i rozległymi owrzodzeniami.
Niektórzy stawali się królikami doświadczalnymi na polu testowania nowych rodzajów broni. Wypróbowywano na nich działanie najnowszych granatów i miotaczy ognia oraz różnego rodzaju bomb. Wielu jeńców zabito w rozmaitych komorach próżniowych, utopiono lub po prostu powieszono głową w dół.

Produkcja bomb biologicznych (wydział nr 3)

Broń biologiczna produkowana była przede wszystkim w wydziale nr 3. Bomby porcelanowe miały porcelanowe skorupy z opiętym wokół metalowym pierścieniem i przymocowanym ładunkiem wybuchowym, który wybuchał tuż nad ziemią na terytorium wroga. Zawierały one materiał skażony bakteriami, np. zarażone bakterią dżumy pchły. Przeciwko komu miano zamiar użyć tak straszliwej broni?
„… jednostka nr 731 została zorganizowana w celu przygotowania wojny bakteriologicznej, głównie przeciwko Związkowi Radzieckiemu, jak również przeciwko Mongolskiej Republice Ludowej i Chinom” (gen. Otozō Yamada).

Produkcja materiału biologicznego (wydział nr 4)

Wydział czwarty stanowiła swoista fabryka różnorodnych bakterii. Dzielił się on na dwie sekcje.
Sekcja pierwsza wyposażona była m.in. w:
  • 4 ogromne kotły o pojemności 1 tony (przygotowywanie pożywki dla bakterii);
  • 14 autoklawów o długości 3m i średnicy 1,5m (sterylizacja pożywki);
  • 2 chłodnie (konserwacja pożywki).
W sekcji drugiej znajdowały się:
  • 2 ogromne kotły o pojemności 2 ton (przygotowywanie pożywki dla bakterii);
  • 8 autoklawów (sterylizacja pożywki);
  • specjalna chłodnia do przechowywania „materiału gotowego”.
Dzięki tak przygotowanej aparaturze i sieci urządzeń w ciągu zaledwie kilku dni (czyli jednego okresu produkcyjnego) Jednostka 731 była zdolna wyprodukować miliardy mikrobów. Ilość materiału była tak duża, że pracownicy Jednostki zaczęli przeliczać wyprodukowany materiał nie na ilość mikrobów w próbce, ale na… kilogramy. Kilogram materiału biologicznego był gęstą esencją masy bakteryjnej, tym, co zdejmowano bezpośrednio z powierzchni pożywki. Jaka więc była rzeczywista zdolność produkcyjna? Oskarżeni w procesie zbrodniarzy wojennych zeznali, że miesięcznie Jednostka 731 produkowała ok. 300 kg bakterii dżumy. Zdajcie sobie teraz sprawę z powagi takiej sytuacji, jeśli bakterie dżumy były tylko jedną z wielu śmiertelnie niebezpiecznych broni biologicznych wytwarzanych w tej jednostce. 300 kg zbitej, śmiertelnie niebezpiecznej masy chorobotwórczych mikrobów – bomba biologiczna to chyba najbardziej skromne określenie tego „produktu”…

Pchły

Do Jednostki 731 regularnie dowożono dostawy różnorodnych gryzoni – szczurów i myszy. Na zwierzętach hodowano pchły, które później miały zostać zarażone określoną bakterią. W samej tylko Jednostce 731 stworzono 4500 inkubatorów pcheł. Pchły pasożytowały na żywych zwierzętach, a następnie były zarażane np. dżumą. I bynajmniej, mówiąc tu o zdolności produkcyjnej, znowu nie chodzi o liczbę pcheł. W toku „produkcji” otrzymywano bowiem kilogramy tych owadów. A ponieważ osiągają one wielkość zaledwie 1-6 mm, ich ilość mogła być liczona w dziesiątkach milionów. Dokładna liczba szczurów jest nieznana, ale uważa się, że w jednej tylko jednostce mogło być ich grubo ponad 10 000 sztuk.

Szkolenie personelu (wydział nr 5)


Wydział nr 5 służył szkoleniu kadry, która miała posługiwać się wyprodukowaną bronią biologiczną. Japończycy wykorzystywali bowiem swoje badania na bieżąco w praktyce. W roku 1942 nad prowincją Zheijang zrzucono masę woreczków zawierających ziarno i pchły. Zawartość takich pakunków była zarażona bakteriami dżumy i cholery. Ziarna zjadane były przez szczury, które następnie zarażały ludność.
Z Jednostki 731 nikt nie mógł wyjść żywy. Pomimo ucieczki więźniów w roku 1939, murów bazy nie sposób było opuścić będąc żywym. Jeśli któryś z więźniów – pomimo zarażenia go określonym szczepem bakterii – wyzdrowiał, nadawał się do kolejnych eksperymentów. Więźniów truto i zarażano, a następnie leczono różnymi sposobami. Po wyleczeniu trafiali do innych badań.

Koniec wojny i zacieranie śladów

Gdy wojna zmierzała ku końcowi i do Mandżurii wkraczała Armia Czerwona, wydano rozkaz zniszczenia jednostki oraz zabicia wszystkich pozostałych przy życiu więźniów. Chodziło oczywiście o to, by zatrzeć ślady zbrodniczej działalności. Japonia skapitulowała wreszcie 2 września 1945 roku (dopiero, gdy Stany Zjednoczone potraktowały Hiroszimę i Nagasaki bombami atomowymi), a naczelny wódz wojsk alianckich generał Douglas MacArthur, po przyjęciu aktu kapitulacji Japonii, potajemnie udzielił immunitetu części naukowcom związanym z Jednostką 731 w zamian za… wyniki ich badań. Ponieważ na całym świecie eksperymenty na ludziach były i są zabronione, rząd USA – mając w ręku tak cenne wyniki badań – uznał, że powinny one trafić do amerykańskich ośrodków badawczych. Kolejny raz Stany Zjednoczone postąpiły tak jak chciały i nikt nie miał tutaj nic do powiedzenia. Immunitet dla zbrodniarza wojennego powinien być traktowany również jako zbrodnia, ale USA jak do tej pory wszystko uchodziło płazem. Tajna umowa amerykańsko-japońska miała raz na zawsze pogrzebać wszelkie wzmianki o tym, że istniało coś takiego jak Jednostka 731. Wydawało się, że zmowa milczenia będzie trwała wiecznie.

W roku 1946 w Tokio odbył się proces zbrodniarzy wojennych. Z 25 oskarżonych 7 skazano na karę śmierci, 16 na dożywocie, 2 uniewinniono. Zabrakło na procesie wielu innych zbrodniarzy. Wprawdzie Rosjanie osądzili niektórych sprawców masakry na procesie w Chabarowsku w grudniu 1949 roku, ale większość jeńców odesłano do Japonii (USA i Japonia sprzeciwiały się rosyjskiemu procesowi i karom, uważając je za element propagandy komunistycznej). I tak oto ekspert od zamrażania dr Hisato Yoshimura, pracując na uniwersytecie otrzymał medal od cesarza i został rektorem, gen. Masaji Kitano pracował w fabryce farmaceutycznej, a później został dyrektorem jednej z fabryk, a najbardziej znany zbrodniarz jednostki – dr Shirō Ishii najpierw uniknął procesu sądowego przed trybunałem w Tokio, a następnie wyjechał gdzieś i słuch po nim zaginął.  Zmarł prawdopodobnie w 1959 roku. Przynajmniej tak głosi oficjalna wersja, bo wg amerykańskiego wywiadu (informacja z 10 kwietnia 1971 roku) Ishii i reszta zbrodniarzy „zaginęła” w tajemniczych okolicznościach, w związku z czym nie można ich było oskarżyć i osądzić o zbrodnie wojenne. Niektórzy sądzą, że Ishii pracował po prostu w jednym z amerykańskich laboratoriów zajmujących się badaniami nad bronią biologiczną.
Oczywiście Jednostka 731 nie była jedyną tajną bazą, gdzie dokonywano bestialskich i przerażających badań na żywym ludzkim organizmie. Pod koniec wojny zniszczono także inne tego typu jednostki – Oddział 543 w Hailar, Oddział 100 w Changchun, Oddział 1644 w Nankinie, Oddział 1855 w Pekinie, Oddział 8604 w Guangzhou, filię na Malajach, w Singapurze i Hiroszimie. W trakcie działań wojennych na południowo-wschodnim Pacyfiku również przeprowadzano eksperymenty paramedyczne na schwytanych jeńcach wojennych. Szacuje się, że w samej tylko Jednostce 731 zginęło od 3000 do 20 000 ludzi.

Świat odkrywa tajemnicę „Togo”

W roku 1989 podczas prac budowlanych w tokijskiej dzielnicy Shinjuku natknięto się na masowy grób, który – po wstępnych oględzinach – uznano za sprawkę zbrodniczej działalności Jednostki 731 (znajdowała się w tych okolicach jedna z placówek). Szczątki ludzkie miały wywiercone otwory w czaszkach oraz usunięte fragmenty kości. Opinia publiczna usłyszała jednak, że w grobie znajdują się „szczątki pacjentów którejś z klinik na tym terenie”. Władze nie pozwoliły na badania DNA i sprawa nieco przycichła. Dopiero zeznania byłej pielęgniarki Toyo Ishii rzuciły na tę sprawę nieco światła i okazało się, że była ona m.in. świadkiem usuwania w pośpiechu tajemniczych słojów z formaliną. Rząd japoński długo zwlekał z pozwoleniem na zbadanie tego terenu przez archeologów.
Dopiero na początku 2011 roku wydano zgodę na prace wykopaliskowe na terenie byłej szkoły medycznej łączonej z siedzibą Jednostki 731. Do dziś rząd japoński nie przyznał się oficjalnie do zbrodni ludobójstwa ani też nie wypłacił odszkodowań rodzinom ofiar. Cały czas jest do całej operacji nastawiony bardzo negatywnie, o czym może świadczyć m. in. podejście Kazuhiko Kawauchi – japońskiego ministra zdrowia:
„Nie ma pewności, czy uda nam się znaleźć cokolwiek (…) Jeśli nawet znajdą się szczątki, to niczego jeszcze nie dowodzi”.
Podobną postawę przez lata zajmowały Stany Zjednoczone, które przecież nie mogą sobie pozwolić na skandal międzynarodowy związany z poparciem dla zbrodniarzy wojennych. Coraz więcej zeznań świadków i znajdowanych dowodów sprawia jednak, że sprawa ta zaczyna wreszcie „wypływać”.

Man Behind the Sun


Podejrzewam, że jest wśród Was spora grupa osób, która o istnieniu Jednostki 731 dowiedziała się z azjatyckich horrorów gore. I bynajmniej nie jest to powód do wstydu, ponieważ w latach 90-tych, kiedy nie mówiło się jeszcze głośno o japońskich obozach śmierci i kasety VHS z ostrymi filmami gore – będące wówczas w powszechnym obiegu – mógł wypożyczyć praktycznie każdy, seria bestialskich filmów o azjatyckich obozach wywołała spore zamieszanie. I tak jak daliśmy się nabrać na „Oblicza śmierci”, tak i w przypadku osławionego już„Man Behind the Sun” (1988)„Man Behind the Sun 2: Laboratorium diabła” (1992) czy późniejszego„Philosophy of a Knife” (2008) wielu z nas myślało, że oto ogląda faktyczne obrazy tortur japońskich zbrodniarzy. Myślałam tak i ja, kiedy pewnego dnia włączyłam „Man Behind the Sun”. I powiem szczerze, że film ten obejrzałam do połowy, po czym wyłączyłam i już nigdy do niego nie wróciłam. Są tam sceny, których  naprawdę nie chce się pamiętać. Być może dziś, kiedy powszechnie wiadomo, że wspomniane wcześniej filmy to fikcja, są one w odbiorze nieco „lżejsze” niż jakieś 15 lat temu, choć z drugiej strony czytając dzisiejsze komentarze młodzieży (wychowanej na „hostelach”, „piłach” i „wzgórzach”) można natknąć się na opinie w stylu „najbrutalniejszy film jaki widziałem”„przejmujący i wstrząsający dokument” czy wreszcie „chory film dla chorych ludzi”
O Jednostce 731 wspomniano w dwóch odcinkach trzeciego sezonu serialu „Z Archiwum X”(„Nisei” i „731”), a także wykorzystano ten motyw w muzyce (Bruce Dickinson „Breeding House” i Slayer „Unit 731”). Do ciekawszych odwołań należą też filmy „Japońskie diabły” (2001)„Japońskie eksperymenty na ludziach” (2004) oraz powieść Ludvika Součka„Poskromiciele diabłów” (1967).
Nawet gdybyśmy pominęli sławną masakrę nankińską (grudzień 1937 – styczeń 1938), w której Japończycy brutalnie wymordowali od 50 000 do 400 000 ludności chińskiej i spojrzeli tylko i wyłącznie na działalność jednostki „Togo”, ogrom zbrodni i przerażający obraz ludobójstwa powinien uświadomić nam powagę tego etapu historii. Tu nie chodzi jedynie o zbrodnię wojenną, ale o stosunek świata do tej zbrodni. Sprawcy ludobójstwa skazani na śmierć byli po wykonanych wyrokach okrzyknięci przez japońską prasę „ofiarami na ołtarzu pokoju”. Dlaczego nie wszyscy sprawcy zostali osądzeni? Czy to jedynie brak bezpośrednich dowodów czy pobłażliwość międzynarodowego towarzystwa wzajemnej adoracji? A może alianci też mieli swoje małe i większe grzeszki na sumieniu, które już nigdy nie ujrzą światła dziennego? Tak czy inaczej wnioski nasuwają się same: sprawiedliwość to pojęcie względne, granica ludzkiego okrucieństwa ciągle kreślona jest na nowo, a – jak to ujął rozmówcaMoczarskiego w  „Rozmowach z katem” – fanatyczny SS-man Jürgen Stroop – „w polityce nie ma zasad moralnych”.


Nowszy post Starszy post Strona główna

3 komentarze:

  1. Czy można prosić o źródła, na podstawie których powstał ten artykuł?

    OdpowiedzUsuń
  2. Materiał pochodził ze strony http://catinthewell.pl

    OdpowiedzUsuń
  3. Man Behind the Sun" zdaje się że powstał na faktach a przynajmniej zbrodnie tam przedstawione.

    OdpowiedzUsuń